O wypaleniu zawodowym mówi się dziś otwarcie. O wypaleniu, które przychodzi z bycia rodzicem, znacznie rzadziej — a pojawia się nie mniej realnie. Może dlatego, że pracę można zmienić, a rodzicami jesteśmy do końca życia. Trudno się do takiego zmęczenia przyznać, więc wiele osób nosi je w milczeniu, przekonanych, że skoro inni jakoś dają radę, to z nimi musi być coś nie tak.
Czym to się różni od zwykłego zmęczenia
Każdy rodzic bywa wykończony po trudnym dniu. Wypalenie wychowawcze to coś innego: stan, który nie mija po przespanej nocy ani po weekendzie bez planów. Ciągnie się tygodniami, czasem miesiącami, i dotyka nie tylko ciała, ale poczucia, kim jesteśmy jako rodzice.
Można przy tym nadal robić wszystko, co do rodzicielstwa należy: gotować, odprowadzać do szkoły, pilnować lekcji. Jednocześnie w środku pojawia się pustka albo chęć ucieczki od kolejnych oczekiwań. To rozdźwięk, który sam w sobie bywa źródłem wstydu.
Jak to wygląda naprawdę
Rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność, jak wspólny spacer czy zwykła zabawa na dywanie, zaczynają być męczące. Poranek bywa trudny, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy, bo sama myśl o liście obowiązków na dany dzień odbiera siły. Kiedy dziecko prosi o coś dodatkowego, pojawia się rozdrażnienie, którego wcześniej by tam nie było.
Towarzyszy temu poczucie, że mimo wysiłku nic nie jest wystarczająco dobre. To akurat jeden z bardziej alarmujących sygnałów, bo dotyczy nie tylko zmęczenia, ale przekonania o własnej nieskuteczności jako opiekuna.
Skąd się to bierze
Ryzyko rośnie, gdy oboje rodzice pracują poza domem, gdy dzieci jest więcej lub są małe, gdy w rodzinie jest przewlekła choroba, i wtedy, gdy brakuje kogoś, kto może realnie odciążyć. Duże znaczenie mają też oczekiwania, te własne i te społeczne, każące być rodzicem bez skazy. Z badań Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium wynika, że Polska ma jeden z najwyższych w Europie wskaźników wypalenia rodzicielskiego. To nie jest więc problem pojedynczych, wyjątkowo słabych osób, tylko zjawisko dotykające naprawdę wielu rodzin.
Co naprawdę pomaga
Pierwszym krokiem bywa proszenie o pomoc, i to nie tylko partnera, ale też dziadków, przyjaciół, sąsiadów. Pomaga też odpuszczenie sobie ideału rodzica, który niczego nie zaniedbuje. Dziecko nie potrzebuje perfekcji, potrzebuje obecności. Warto również dać sobie i dziecku prawo do nudy i odpoczynku, bez wypełniania każdej wolnej chwili kolejną aktywnością.
Kiedy to nie wystarcza, pomocna bywa rozmowa ze specjalistą, który pomoże zrozumieć źródła przeciążenia i wspólnie zaplanować zmiany, czasem także w komunikacji z partnerem.
Kiedy warto poszukać wsparcia u specjalisty
eśli opisane tu odczucia towarzyszą Ci dłużej niż kilka tygodni, jeśli próby odpoczynku nie przynoszą ulgi, albo zauważasz, że zaczynasz reagować na dziecko z większym dystansem niż wcześniej, to dobry moment, żeby porozmawiać o tym z kimś z zewnątrz. Nie jest to oznaka porażki. Jest to krok, który realnie pomaga i Tobie, i dziecku.
Jeśli rozpoznajesz siebie w tym, co tu opisaliśmy, w ramach Mocy Rozmowy możesz umówić się na bezpłatną konsultację psychologiczną lub pedagogiczno-rodzinną — stacjonarnie w Lublinie albo online.