Większość rodziców nie ma problemu z mówieniem do dzieci. Problem zaczyna się wtedy, gdy chcą, żeby dziecko naprawdę słuchało. I żeby samo chciało mówić.
Te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane. Dziecko, które czuje się wysłuchane, samo chętniej słucha – i odwrotnie.
Słuchanie to nie milczenie
Aktywne słuchanie kojarzy się z techniką lub z czymś, czego trzeba się nauczyć na kursie. W praktyce sprowadza się do czegoś prostszego: do tego, żeby naprawdę być obecnym w rozmowie, a nie tylko czekać na swoją kolej.
Kiedy dziecko coś opowiada, a Ty jednocześnie przeglądasz telefon, odpowiadasz skrótami albo myślami jesteś już przy swojej odpowiedzi, dziecko to czuje. Może nic nie powie. Ale następnym razem trochę mniej chętnie zacznie mówić.
Obecność oznacza kontakt wzrokowy, ciało skierowane w stronę dziecka i pytania, które pokazują, że naprawdę słyszałeś to, co zostało powiedziane. Nie pytania, które prowadzą tam, dokąd chcesz dotrzeć, ale takie, które dają dziecku przestrzeń: “Opowiedz mi więcej”, “Jak się przy tym czułeś?”, “Co o tym myślisz?”
Błędy, które zamykają rozmowę
Thomas Gordon, psycholog i autor “Wychowania bez porażek”, opisał kilka komunikatów, które niemal zawsze kończą rozmowę, choć rodzice rzadko robią to świadomie. Są to między innymi: bagatelizowanie (“nie ma co się przejmować, to drobiazg”), natychmiastowe rady (“powinieneś po prostu…”), moralizowanie (“w Twoim wieku ja…”) i ocenianie osoby zamiast zachowania (“jesteś nieodpowiedzialny”).
Co mają ze sobą wspólnego te komunikaty? Dziecko po każdym z nich czuje się ocenione, a nie wysłuchane. Przestaje mówić nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że już próbowało i następnym razem po prostu nie zaczyna..
Alternatywą jest tzw. komunikat “Ja” zamiast komunikatu “Ty”. Zamiast “Ty nigdy nie słuchasz” coś w stylu “Czuję frustrację, kiedy mówię coś ważnego i mam wrażenie, że to nie dociera”. To samo w sobie nie rozwiązuje konfliktu, ale nie zamyka rozmowy, zanim się zaczęła.
Kiedy pytać, a kiedy milczeć
Jeden z najczęstszych błędów rodziców to zamiana słuchania w przesłuchanie. Seria pytań, jedno za drugim, może wywołać u dziecka wrażenie, że musi się tłumaczyć, a nie że ktoś chce go zrozumieć.
Czasem lepsza niż pytanie jest parafraza: “Słyszę, że byłeś zdenerwowany, bo poczułeś się niesprawiedliwie potraktowany.” To pokazuje, że słyszałeś nie tylko słowa, ale też emocję za nimi. I często otwiera więcej niż jakiekolwiek pytanie.
Warto też wiedzieć, kiedy nie mówić nic. Chwila ciszy po tym, jak dziecko coś powie, daje mu przestrzeń, żeby pójść dalej. Rodzic, który natychmiast reaguje, często odbiera mu tę przestrzeń.
Inaczej z maluchem, inaczej z nastolatkiem
Wiek dziecka zmienia wszystko w sposobie prowadzenia rozmowy, choć zasada pozostaje ta sama.
Małe dziecko potrzebuje prostego języka i potwierdzenia emocji: “Widzę, że jesteś smutny. To trudne.” Nie musi rozumieć skomplikowanych wyjaśnień, ale musi czuć, że jest rozumiane.
Nastolatek potrzebuje czegoś innego: poczucia, że jego opinia ma znaczenie i że nie zostanie automatycznie zakwestionowana. Rozmowa z nastolatkiem, która zaczyna się od “wiem, co powiesz, ale…”, zwykle kończy się jednosylabowymi odpowiedziami. Zaczyna się naprawdę wtedy, kiedy rodzic jest gotowy usłyszeć coś, z czym się nie zgadza, i nie musi tego natychmiast naprawiać.
Moc Rozmowy, bo komunikacja to też umiejętność
Jeśli masz wrażenie, że rozmowy z Twoim dzieckiem utknęły w martwym punkcie, że mówicie do siebie, ale już nie ze sobą, to jest dobry moment, żeby porozmawiać z kimś z zewnątrz.
W ramach projektu Moc Rozmowy oferujemy bezpłatne poradnictwo psychologiczne i pedagogiczne dla rodziców dzieci i młodzieży z województwa lubelskiego. Spotkania odbywają się stacjonarnie w Lublinie i online.